RSS
 

Szydełkowy zawrót głowy

03 sty

Zimowe dni i wieczory nie zawsze skazują na przesiadywanie przed telewizorem lub komputerem. Gdy złapię chwilę oddechu w domowych czynnościach i w opiece  nad dzieckiem, lubię usiąść w fotelu z szydełkiem w ręku, miękką kordonką i dziergać…

Bardzo się przy tym wyciszam.

Liczę oczka, okręgi…

Mogę tak siedzieć kilka godzin, aż poczuję napięcie w dłoni. Dopiero po odłożeniu robótki zaczynam odczuwać zmęczenie. W czasie dziergania wyłączam się całkowicie i zanurzam w swoim świecie. Jestem spokojna, skupiona i odprężona.

Być może ktoś uznałby, że mam go w nosie, bo zdaję się nie słuchać. Ale ja słyszę… Po prostu- jestem szydełkowaniem. Jestem czynnością. I to jest właśnie kolejny sposób na ćwiczenie czujności w spostrzeganiu. Sposób na odprężenie umysłu. Nie zawsze mi się to udaje, ale ćwiczę. Gdy o tym zapominam, po jakimś czasie robię porządki w moim zbiorze literatury i trafiam na odpowiednią lekturę. Książki OSHO natychmiast odświeżają mi pamięć. Uwielbiam jego optymizm, ale i bezpośredniość.

„Nie szukaj powodów, aby coś zrobić, po prostu daj upust swojej energii.” OSHO – Równowaga ciała i umysłu

Kiedyś przeczytałam, ale już nie pamiętam gdzie, że nie cel jest najważniejszy, lecza sama czynność. Cel znajduje się w przyszłości. A my przecież jesteśmy TU i TERAZ, czyli w teraźniejszości. Jeśli będziemy myśleć o przyszłości, o rezultacie- przegapimy całą radość tworzenia. Efekt końcowy trwa zaledwie ułamek sekundy. Cały proces natomiast może dać wiele radości, jeśli zachowa się czujność…

Wielu ludzi nie wierzy w nic, co nie jest poparte naukowymi dowodami. Ja również jestem ścisłowcem z tym jednak szczegółem, iż tak samo ważne są dla mnie dziedziny humanistyczne. Moje obserwacje i doświadczenia naukowe wcale nie mijają się z tym, co czuję w głębi serca. To wszystko wydaje mi się pasujące do siebie jak kolorowe klocki lego. To wszystko wydaje się być proste i logiczne, choć wcale nie jest. Jednak z niepozornych elementów można przecież zbudować nieprawdopodobnie skomplikowane konstrukcje. Dopóki nie rozłoży się ich na czynniki pierwsze, wydają się być niewytłumaczalne.

Niedawno słuchałam audycji w porannej telewizji,w której wypowiadała się  pewna pani prowadząca badania naukowe nad rozwojem dzieci. Wyjaśniła, iż jej doświadczenia wskazują na to, że zachodzi silna korelacja między rozwojem ruchowym i umysłowym dziecka. Według niej rodzice boją się dawać dzieciom do zabawy drobne zabawki czy gadżety,a jest to świetny sposób na rozwój umiejętności dziecka poprzez stymulację określonych miejsc w mózgu. Oczywiście ze względu na bezpieczeństwo, powinno się to odbywać pod okiem rodzica.

Prace manualne z drobnymi elementami wymagają skupienia. Stale ćwiczy się swój umysł. Mimo to są przyjemne, a ich efekty cieszą oko.  Tak również jest z szydełkowaniem.Sądzę, że swobodnie mogę je zaliczyć do sposobów na relaks…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Relax, Szydełkowanie

 

Porzeczkowiec,a nie makowiec czyli z tradycją nie po drodze…

31 gru

Wiele wspomnień wiąże się z rodzinnymi tradycjami. Gdzieś tam w środku tęsknię za tą małą osóbką, która cieszyła się pierwszą gwiazdką, pierogami i barszczykiem. Za tą małą dziewczynką, która z wypiekami na twarzy przyklejała nos do szyby i wypatrywała sań. Nasłuchiwała dzwoneczków, zastanawiając się jakie prezenty przyniesie srogi gwiazdor w swym worze bez dna…Co się z nią stało?

Nie wiem…

Odkąd odeszłaś żadne święta nie są już takie same.

Matka jest domem.

Matką jest przystanią, opoką.

Gdy odwiedzasz dom, w którego progu wita Cię uśmiechnięta mama, a zapachy rodzinnego obiadu roznoszą się już w holu, czujesz, że tam jest życie. Ogarnia Cię przyjemne ciepło ogniska domowego.

Gdy po ścianach biegają niesfornie półcienie pochodzące z zapalonych świec, a w Twym dawnym pokoju czeka ciepły koc, wiesz, że jesteś bezpieczny. Możesz się odprężyć i przestać spieszyć. Masz swój mały azyl, bliski Twoim wspomnieniom. Na chwilę możesz stać się znowu dzieckiem…

Razem z Tobą zniknął mój azyl… To, co tworzyłaś przez lata zniknęło bezpowrotnie, bo ktoś po prostu nie miał do tego sentymentu…

Są ludzie, którzy zawsze chcą być na wierzchu. Ale nie Ty, Mamusiu. Zawsze na drugim planie, cieszyłaś się małymi rzeczami… Nie podążałaś za tradycją na siłę, gdyby komuś miałoby to być nie po drodze. Dawałaś mi wolność, pozwalałaś być kreatywną. Nie zwracałaś uwagi na moje niedoskonałości. Dla Ciebie zawsze byłam idealna…A każdy mój wypiek smakował Ci, nawet, gdyby miał rozboleć Cię po nim brzuch i nawet jeśli nie przepadałaś za słodyczami…

Dlatego w tym roku upiekłam coś, co smakuje mi najbardziej. Wcale nie makowiec czy sernik. Rozminęłam się z tradycją i… zrobiłam porzeczkowiec.

Ciemne ciasto biszkoptowe, wilgotne i puszyste, przełożone kremem z delikatnego białego serka przełamane kwaskowym dżemem porzeczkowym. A na wierzchu to, co łasuchy lubią najbardziej…Polewa czekoladowa.

Nigdy wcześniej, ani nigdy potem nie jadłam tak smacznego ciasta. I niech tak pozostanie. To będzie moja metoda na smutne wieczory przy kubku gorącej, zielonej herbaty… Po takiej porcji czekolady musi być lepiej…

Oto przepis dla łasuchów:

  • 5 jaj
  • 1/2 szklanki cukru

Jajka ubić z cukrem na puszystą masę.

  • 3/4 szklanki oliwy
  • 1/2 szklanki wody
  • 1/2 szklanki cukru
  • 3 łyżki kakao

Składniki podane wyżej należy zagotować i zostawić do wystygnięcia.

  • 1 1/2 szklanki mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżka sody

Jajka ubite z cukrem wlać do przestudzonej masy (oliwa, woda, cukier, kakao). Dodawać stopniowo mąkę z proszkiem i sodą. Dokładnie wymieszać.

Piec ok 30-40 minut w temperaturze 180 st.C, następnie wystudzone ciasto przekroić na pół  i przełożyć masą.

Masa:

  • 0,5 dobrze zmielonego twarogu (taki jak do sernika)
  • 5 łyżek cukru pudru
  • 1 kostka palmy

Wierzch ciasta posmarować niskosłodzonym dżemem porzeczkowym. Polać polewą.

Polewa (pyszna):

  • 10 dkg cukru
  • 10 dkg margaryny
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżki kakao
  • 3 łyżki wody

Wszystkie składniki podgrzać do wrzenia, ale nie gotować.

Wcinam i relaksuję się bez liczenia kalorii…Polecam. Smacznego

 

Every song lives on in you…

17 gru

Kiedyś usłyszałam, że Bóg jest wszystkim. Wszystkim, co nas otacza…Stanowi to co JEST i to, co NIE JEST. Gdybym zechciała,mogę dostrzec Go w rozwijającym swe płatki kielichu tulipana. W ciepłym wietrze zagubionym w pasmach włosów. W rozwrzeszczanej sąsiadce… To wszystko pochodzi od Boga, jest jego dziełem. Jego częścią. Wszystko to daje mi sposobność, by okazać moje najlepsze, ludzkie oblicze. Wspaniałomyślne, zachwycające się pięknem, współczujące czy empatyczne. To jak zareaguję w nawet najgorszej sytuacji, zależy tylko ode mnie… Chociaż ja nie zawsze rozumiem, On zawsze jest, gotów wyciągnąć do mnie pomocną dłoń. To zaskakujące, że w momencie, gdy najbardziej potrzebuję Jego wsparcia, brnę ślepo jak najdalej od Niego. Wściekam się, analizuję. Jednak, lekki pstryczek w nos przypomina mi, że zapominam o czymś istotnym…. Gdy coś zaczyna się sypać, wiem, że odeszłam za daleko. Gdy się zezłoszczę do tego stopnia, iż najchętniej dałabym komuś w nos, zazwyczaj to ja puknę się  w czoło o ścianę lub przytrzasnę palec drzwiami. Złośliwość rzeczy martwych? Hm…Być może. Ale daje nauczkę, by trochę odpuścić i skierować myśli w przeciwną stronę.

Czasem zdarzają się takie sytuacje, gdy załamuję ręce. Poddaję się. Mam wrażenie, że jestem w tym wszystkim sama. Tak jak wczoraj…Włączam moją ulubioną płytę, zamykam drzwi, potem oczy. Wyłączam światło i świat zewnętrzny. Zaczynam oddychać muzyką. Drgania fal akustycznych przechodzą po moim ciele niczym dreszcz. Dreszcz przyjemności. Czuję harmonię płynącą z pojedynczych tonów połączonych genialną ideą. Wsłuchuję się w słowa i nagle…uśmiecham się. Ale nie tylko fizycznie. Śmieję się całym sercem, całą sobą. Jakbym płynęła na fali dźwięków w miejsce, o którym zawsze marzyłam. Ciepłe, bezpieczne, pełne życia i radości. Dociera do mnie przesłanie słów:

All around you Cosmic Gate – posłuchaj

Hello, hello

I’ve seen your face before

And I know that you know me

Yeah, I know what you need

 

So come on, let’s go

I wanna take you to places

You never thought you’d see

So release yourself to me

 

I’m on a mission

I’m ready to roll

To feed your addiction

And watch as you lose control

To light you up and let you go

 

I want you to feel it

And dance ‘till it hurts

To swim in the rhythm

And sing along with every word

So let it take hold

 

Let the music take hold

 

In this wall of sound

I am all around you

Breathing light into your skin

Close your eyes and let it in

 

Where you’re cold inside

I’ll sing you back to life

And color everything you do

‘Cuz every song lives on in you

Jeśli Bóg przemawia do człowieka poprzez  intuicję, jeśli dodaje otuchy uśmiechem dziecka lub daje wskazówkę przeczytaną książką lub usłyszanym utworem, w momencie największego zagubienia, to do mnie to przemawia…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Relax

 

Relaksacja – we’re taking off now…

19 lis

 

Z jednej strony ciągnie mnie ku światu zewnętrznemu…Lubię być aktywna, rozmawiać z ciekawymi ludźmi, doświadczać tego, co nowe, inspirujące. Z drugiej strony jednak szybko męczy mnie ciasnota, natężenie hałasu… Nie tylko w sensie fizycznym…Tak jak przypływ i odpływ zdaję się falować,zmieniać. Nie jestem stała…

Nie mogę powiedzieć, że jestem ekstrawertykiem, ponieważ częściej wybieram ciszę. Czy jestem zatem introwertykiem z moją tęsknotą do ludzi i bliskości z nimi, do ciepłych i serdecznych relacji? Nie wiem sama. Moje doświadczenie podpowiada mi, iż aby cieszyć się obecnością drugiego człowieka, trzeba znaleźć też czas tylko dla siebie, wyłączyć wszystkie myśli, odprężyć się. Wówczas pojawia się spokój, radość, chęć dzielenia się z innymi. Czym się dzielić, jeśli nosi się w sobie jedynie napięcie? Ma się niedobór energii?

W działaniu człowiek zaczyna się nakręcać, przyspieszać tempo. Dochodzi do pewnej wprawy i przestaje widzieć. Po całym dniu, gdy zasypia, przetwarza dane, planuje działania na kolejny dzień…Ale czy pamięta jakiego koloru był ptak siedzący za oknem, czy w ogóle go zauważył? Poznałam ludzi, którzy relaksują się poprzez swoją pracę. To niesamowite, jak ich talent wzmaga poczucie chęci działania, a nie objawia się zmęczeniem. Ludzie ci zdają się być spełnieni, pochłonięci bez reszty, skupieni na najdrobniejszym szczególe. Śpiewają przy wykonywaniu czynności, cieszą się i roznoszą tyle wspaniałej, lekkiej energii, że odczuje ją każdy , kto z nimi przebywa. Efekty ich pracy są przepiękne, a to dlatego, że robią to, co czują. Kierują się sercem, nie działają jak roboty.

Obserwując tych ludzi doszłam do wniosku, iż relaksem może być w zasadzie wszystko…O ile wykonuje się to z czujnością, otwartym umysłem i sercem. Zrobiłam kiedyś mały eksperyment, skupiający się na zwyczajnych czynnościach. Byłam ciekawa, czy kobieta zajmująca się domem od rana do wieczora może zrelaksować się bez kąpieli czy czytania książki. Nieustająca lawina myśli męczyła mnie do tego stopnia, że postanowiłam przy każdej domowej czynności skupiać się tylko i wyłącznie na niej. Zauważyłam, iż nawet obierając ziemniaki myślę o tym, co zrobię po obiedzie, co muszę zapłacić, do kogo zadzwonić. W pewnym momencie powiedziałam: stop! Co za sens o tym rozmyślać, skoro robię teraz coś innego. Działam jak robot… Gdyby ktoś był wówczas telepatą, zapewne zrywałby boki ze śmiechu, gdy zaczęłam powtarzać w myślach: Obieram ziemniaki, obieram ziemniaki,obieram ziemniaki…Jednak ku mojemu zdziwieniu, ta prosta czynność nagle zaczęła mnie tak zajmować, że zapomniałam o bożym świecie. Skupiłam się na każdym szczególe, na kształtach, kolorach, dotyku…To było zupełnie nowe przeżycie, a dotyczyło zwykłego ziemniaka…

To proste doświadczenie pociągnęłam dalej. Przypomniałam sobie, że gdy byłam małą dziewczynką, często rodzice pytali o czym myślę. Wyglądało to tak jakbym była mocno na czymś skoncentrowana. Sęk w tym, iż nie myślałam wówczas o niczym i tak też odpowiadałam. Jakie to jest przyjemne uczucie- nie myśleć o niczym. Zresetować się…Teraz przychodzi to trudniej niż kiedyś, ale postanowiłam ćwiczyć… Przypomnieć sobie jak to było…

Każdy człowiek ma swój własny sposób na relaks, swój własny azyl. Nawet jeśli zapomniał lub wydaje mu się, że nie ma czasu, to na łamach tego bloga, z Twoją pomocą Drogi Czytelniku, mam nadzieję odkopać proste pomysły na odprężenie ciała i umysłu. Nie tylko w zaciszu domowym, ale i w zgiełku życia społecznego. Tak, aby rozluźnienie przyszło wtedy, gdy jest najbardziej potrzebne…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Relax

 

Otwórz,gdy dorośniesz…

18 paź

Witaj kochany Pimpku!

Od dawna już zanosiłam się z zamiarem napisania czegoś dla Ciebie.Dlaczego?Sama nie wiem.Może dlatego,że zawsze lepiej wyrażałam swoje uczucia przelewając je na papier.A może dlatego,że jesteś taki zaabsorbowany zabawą,radością,że nie chcę Ci narzucać przedwcześnie swoich przemyśleń na temat naszego wspólnego życia.Bardzo chciałabym podzielić się z Tobą tym,co codziennie przewija się w mojej głowie,ale gdy choć zagadnę Cię,czuję,że się wymykasz,nie chcesz jeszcze znać tego,co ja poznałam.Masz bardzo czyste i szczere serce.Jesteś odważny.Z pewnością odważniejszy niż ja…Wszystko jest dla Ciebie takie proste.Nie wiem czy to tylko kwestia niewiedzy czy po prostu czystego umysłu i umiejętności patrzenia sercem….Jesteś pewien tego,że masz rację.Jak gdybyś widział świat inaczej niż ja.I pewnie tak jest…

Dla Ciebie dzień zaczyna się o świcie.Ledwie promień słońca zdmuchnie kurz z parapetu,a Ty już biegniesz,by to oznajmić.Tak,jakby świat czekał na Twoją pobudkę…Tak jakbyś Ty czuwał całą noc na ten promień.To dziwne,bo mnie już światło nie budzi…Pamiętam,gdy byłam młodsza,budziłam się wcześnie.Wstawałam z łóżka i schodziłam po siostrę lub ona budziła mnie.Miałyśmy piętrowe łóżko i nawet gdybym chciała wstać po cichu i tak pewnie bym ją obudziła.Na palcach szłyśmy do kuchni i przygotowywałyśmy śniadanie dla rodziców.Zaparzałyśmy świeżą herbatę,robiłyśmy kolorowe kanapki i zanosiłyśmy na tacy.Często dziękowali,jednak zdarzało się,że denerwowali się za to,że ich budzimy…

Wiesz,każdy z nas zakłada,że będzie dobrym rodzicem.Jest pewien,że skoro ma tę świadomość,uniknie powielania wzorców.I oby tak było.Synku,życzę tego wszystkim.Tylko dlaczego to nie jest takie proste?Dlaczego mimo,że widzimy błędy naszych rodziców,sami je powtarzamy.Co przeoczyliśmy?

Rano przybiegasz pełen radości,skaczesz,całujesz  nas i dajesz powód,żeby wstać.Dlaczego więc kładziemy się z powrotem?Co męczy nas tak bardzo,że nie potrafimy znaleźć w sobie energii,która sprawia,że nie można doczekać się jutra?Że nie chce się zasypiać…

Ja też nie chciałam zasypiać.Wydawało mi się,że tak wiele tracę.Myślałam:”omija mnie taka świetna zabawa…”. A teraz,gdyby nie obowiązki,prawdopodobnie częściej odpoczywałabym w przytulnym łóżku…Nie myślę już o tym,co mnie omija.Może czasem…Ale bardzo rzadko.W zasadzie mówiono mi,że gdy byłam w Twoim wieku również rozpierała mnie energia.Gdy szliśmy z rodzicami na obiad do restauracji,wchodziłam za ladę i wszystkiego musiałam dotknąć.Wszystko było dla mnie takie ciekawe i tajemnicze.Musiałam zajrzeć w każde miejsce.Dzisiaj nie widzę tam nic ciekawego…Niewiele pamiętam z okresu mojego dzieciństwa.Za to jestem pewna,nie wiem dlaczego,ale tak jest,że jesteś o wiele mądrzejszy ode mnie.Jesteś bardziej odważny.Zdaję sobie sprawę z tego,że wszystkie dzieci cechuje ogromne serce i spontaniczność.Jednak jest w Tobie coś, co uwielbiam w ludziach,a niewielu takich spotykam…Posiadasz jakąś cenną mądrość i czystość spojrzenia,które mnie zaskakują…Gdy czasem spieramy się,czuję w głębi serca,że masz rację.Czuję,że to moje spojrzenie na rzeczywistość jest wypaczone.Jest przeterminowane.To zabawne,jak mocno pilnujemy,by nic,co stare nas nie otaczało. Jedzenie z ukończonym terminem ważności,przestarzałe ubrania,meble,ludzie…Tak ludzie też,kochanie.Zdziwisz się,gdy dorośniesz i zobaczysz jak traktuje się starszych ludzi i ich doświadczenie.Jak wyrzuca się ich na margines naszego zapracowanego społeczeństwa,ponieważ nie są już przydatni. Stare i nieaktualne „mądrości życiowe” natomiast przylgnęły do nas jak znoszony sweter,którego nie wyrzucamy z sentymentu. Dlaczego starszych ludzi się pozbywamy,a starych „mądrości” nie?Dlaczego ich krytykujemy,sami robiąc dokładnie to samo naszym dzieciom?

Ty miałeś szczęście wychowywać się wśród różnych pokoleń.To czego nie potrafiliśmy jeszcze my,Twoi rodzice,inni już potrafili i nam przekazali.My natomiast wnieśliśmy powiew świeżego powietrza.Ty z kolei niesiesz go nam. Nie możesz (chyba,że tak czujesz) powiedzieć,że wczorajsze powietrze było złe.Mogło Tobie nie służyć,ale jest już cząstką Ciebie.Jeszcze wczoraj dzięki niemu oddychałeś.Bądź wdzięczny za nie.Trzymało Cię przy życiu i dało szansę poczuć przypływ świeższego,dzisiejszego podmuchu.Zatem otwórz okno i poczuj całym sobą to,co niesie Ci nowy dzień,nowe doświadczenia.Weź głęboki oddech i żyj…Każdy z nas lubi świeże powietrze.Dodaje energii i przywraca rumieniec na twarzy.To powietrze,którym oddychaliśmy wczoraj rano,było świeższe niż to przedwczorajsze pod wieczór,jeśli rozumiesz o czym mówię.Oczywiście metaforycznie,choć fizycznie też powinno tak być i w pewnym sensie jest.Nocą ustaje ruch uliczny,ludzie i większość ich wynalazków nie emitują tak dużej ilości zanieczyszczeń jak za dnia.Ziemia nabiera tchu i o poranku go zwraca,powietrze pachnie świeżością.Potrafię sobie wyobrazić jak pachniało wówczas,gdy nie było technologii znanej nam obecnie.Jak się zapewne przekonasz niebawem,o powietrzu,które nas otacza nie koniecznie można powiedzieć,że przynosi zdrowie.Jednak powinniśmy dziękować Bogu,że jeszcze mamy czym oddychać.Oby Twoje dzieci również nie musiały się martwić o tak podstawową i życiodajną czynność jak oddychanie.

Wracając do różnicy w naszych opiniach chcę Ci powiedzieć jedno…Niezależnie od tego jak bardzo nasze zdania będą odmienne,będę starała się Ciebie słuchać.Czasem jest to trudne,gdy emocje wzburzają fale negatywnych zachowań.Jednak jesteś moim synem,wybrałeś mnie na swoją matkę i szczerze wierzę w to,że jesteśmy tu po to,żeby wzajemnie pomagać sobie w naszym rozwoju.A zatem każda Twoja opinia,może okazać się brakującym elementem mojej układanki.Na pewno coś przeoczyłam,skoro zniknął blask w moich oczach.Odkąd pojawiłeś się na tym świecie,przypominam sobie jak to było,gdy bałam się odezwać.Byłam za mała.Chciałam wykrzyczeć im w twarz,że to nie prawda,że dzieci i ryby głosu nie mają.Chciałam powiedzieć,że nie powinno być końca dyskusji,gdy oni się wypowiedzą.Przypominam sobie również dzięki Tobie co to znaczy śmiać się środku.Jak to jest,gdy tańczysz całym sobą.Gdy wrzeszczysz i klniesz,gdy jesteś zły.Gdy każda cząsteczka ciała przeżywa tę samą emocję.Wszystko to jest takie…oczyszczające.Jakbym zaczynała zrzucać zbroję,którą przywdziałam jakiś czas temu i na nowo uczyła się chodzić i skakać.Z każdym zrzuconym elementem staje się to prostsze,przyjemniejsze.Po co chodzić przywdzianym w zbroję,która uziemia ciało.To prawda,jest formą ochrony.Ale przed czym?Przed życiem?Rozumiem teraz,dlaczego dzieci są tak energiczne i pełne optymizmu.One nie przywdziewają się w zbroję.Są lekkie i energiczne,smakują życie.Oczywiście pozbawione są ochrony,są kruche i delikatne.Ale jak daleko można zajść uzbrojonym po zęby w żelazne okowy?Ile radości to sprawia?Za cenę bezpieczeństwa,zakładamy to żelastwo i pozbawiamy się możliwości tańca.Tańca z życiem.Zastanawia mnie,czemu właściwie i przed czym się tak bronimy?Może Ty mi to kiedyś powiesz…

Pamiętam sytuację,gdy byłam nastolatką i siedząc w towarzystwie młodych kobiet usłyszałam,że nie mogę wyrażać swojego zdania ze względu na swój wiek.Moja opinia była mało istotna,ponieważ,jak stwierdziła młoda kobieta,nie mam doświadczenia.Wiesz,kiedyś nie byłam pewna siebie.Nigdy nikt mnie tego nie nauczył.Do tego musiałam dojść w pojedynkę.Jednak pomyślałam wtedy po cichu…Kto dał jej prawo osądzać?Czy powiedziałaby tak dziecku w Afryce,głodzonemu na śmierć,gwałconemu przez żołnierzy,pijącemu brudną wodę z kałuży?Czy powiedziałaby to potomstwu rodziców,którzy sprzedają swoje dzieci,ponieważ prawo zabrania mieć więcej niż jedno?Jak mają się jej doświadczenia do ich doświadczeń?Czy nie doświadczyły więcej mimo młodego wieku?A dlaczego na przykład niektórzy starsi ludzie wierzą w „fakty” już dawno obalone przez naukę i właściwie samą logikę?Przecież tyle doświadczyli w życiu,więc dlaczego nie posiadają całej mądrości?Powiem Ci kochanie,ale to tylko moja subiektywna opinia.Ponieważ nawet nie zaczęli jej jeszcze szukać.Nieważne ile masz lat,skąd pochodzisz i jakie stanowiska zajmowali Twoi rodzice czy dziadkowie.Liczy się to kim jesteś.Z tego czerpiesz doświadczenie.I na odwrót. Twoje doświadczenia tworzą to kim jesteś, kim masz sposobność się stać, kim się stajesz… Myślę, że prawdziwa mądrość płynie z doświadczenia,nie z wiedzy.Ale nie liczy się tu ilość doświadczeń.To nie wyścig.Ktoś kiedyś powiedział prawdę prostą,lecz mądrą:”liczy się jakość,nie ilość”. Możesz do znudzenia przerabiać te same doświadczenia.Życie przyniesie Ci ich tyle,aż w końcu staniesz z nimi twarzą w twarz,bez strachu i z otwartym sercem.Dopiero wtedy, gdy jest się całkowicie świadomym chwili, można mówić o doświadczaniu.Ale to dosyć trudna sztuka…W zasadzie moja pewność siebie pozwoliłaby mi teraz odpowiedzieć tej kobiecie,to co Ci opisałam. Wtedy jednak sama stałabym się sędzią.Musiałabym ocenić jej doświadczenie.A tu nie ma żadnej skali.Nigdy nie wiesz co ważne jest w postępie.Może jakiś drobny szczegół,którego jeszcze nie dostrzegasz wkrótce okaże się krokiem milowym w rozwoju danej osoby.Właściwie istotniejsze jest to,dlaczego doszło do takiej konfrontacji.Jakie było moje poczucie wartości?Czego miałam doświadczyć poprzez jej słowa?Może to,że zastanowiłam się nad sensem pojęcia doświadczenia.A może to,że sytuacja ta z czasem uświadomiła mi,że poprzez mój brak pewności siebie sama narażam się na szyderstwa i kpiny.Dostaję to,co sama o sobie myślę,a długo myślałam o sobie tylko to,co mi o mnie samej powiedziano…

Tak mój synku,wszystko zaczyna się od Ciebie.Więc zanim kiedyś zrzucisz na kogoś winę,dotrzyj do przyczyny,która leży w Tobie.Jak zapewne zauważysz,dotrzesz do mnie,do Twojego taty.Być może jeszcze do kilku innych osób,ale w większości przypadków,do nas.Odkąd pojawiłeś się w naszej rodzinie,stanowimy dla Ciebie wzorzec.Chyba nie zawsze czujemy powagę tej sytuacji,ale tak jest.Staramy się budować Twoją pewność siebie,pozwalać Tobie na radosną ekspresję uczuć,ale nie jesteśmy idealni.Przykro mi,widzę,co robimy źle,ale przesiąknęłam tak mocno wzorcami mi wpajanymi,że kontrola nad nimi czasem przerasta mnie i wyczerpuje.Muszę je zaakceptować i uwolnić się od tego ciężaru,ale to kosztuje mnie mnóstwo energii i sama myśl o tym czasem mnie zniechęca.Musisz wiedzieć jednak,że jestem świadoma tego,kim jesteś i szanuję Cię.Kocham Cię z całego serca.Staram się znaleźć te cegły mojego fundamentu,które włożył mi ktoś przypadkowo i nie pasują do tego,co chcę zbudować.Z całego serca staram się też dać Ci wolność,choć nie zawsze mi to wychodzi.

Można się zestarzeć bez mądrości życiowej,powtarzając w kółko te same błędy i można być odważnym i mądrym w Twoim wieku.Mówię to ja,kobieta,która większość życia poświęciła nauce.Wybierzesz sam swoją drogę,ale z perspektywy czasu widzę,że pozornie bez wiedzy jesteś mądrzejszy niż ja.Potrafisz cieszyć się życiem.Patrzysz sercem.A tego nie uczą na żadnej uczelni.Zatem możesz być pewny,że Twoje odczucia są dla mnie najważniejszą wskazówką we wnoszeniu zmian w Twoim życiu.I jeśli kiedykolwiek ktoś powie Ci,że dzieci i ryby głosu nie mają,posłuchaj swojego serca.Wiesz kim jesteś.Wiesz,że Cię kocham.Jeśli potrzebujesz mojej pomocy,zawołaj.Nigdy nie bój się powiedzieć,nie wstydź się przyjść do mnie.Stanę w Twojej obronie,jeśli tego potrzebujesz.Jeśli chcesz być wyrozumiały,śmiało.Udowadnianie kim jesteś poprzez argumentację może okazać się walką z wiatrakami.Nie zawsze,ale może tak się zdarzyć.Jeśli wiesz kim jesteś i jakie niesiesz w sobie doświadczenie,słowa okazują się zbędne.Swoim zachowaniem pokazujesz dojrzałość i mądrość.Możesz mówić,że jesteś dobrym człowiekiem,ale dopóki tego nie pokażesz,nikt tego nie doświadczy,Ty również.Niech Cię prowadzi Twoje serduszko,ściskam.Mama

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Listy

 

Let’s get it started…

18 paź

 

Poszło…Długo nie mogłam zdecydować się czy założyć bloga. To jak z pisaniem książek w ostatnich czasach. Każdy się za to zabiera,uważa,że jego historia jest wyjątkowa…Na końcu jednak liczy się liczba sprzedanych egzemplarzy,niekoniecznie samo przesłanie.O ile takie w ogóle występuje.

Ten blog nie zaistnieje długo w sieci.Nie o liczbę odwiedzin tu chodzi…W zasadzie nie wiem  na ile pozwolę sobie podzielić się na łamach tej strony swoją autorefleksją,jednak jestem na etapie poznawania w doświadczeniu pojęć takich jak odwaga,buntowniczość, ale również akceptacja oraz współczucie.Daleka droga przede mną,ale już chyba nadszedł czas na praktykę,a nie tylko słowa.Miliardy myśli przewijają się w mojej głowie każdego dnia.Czasem omal nie eksploduję.Forma wyrażenia siebie poprzez pisanie może jest też trochę pójściem na łatwiznę…Jednak po cichu liczę na to,że ten sposób będzie furtką do ciszy.Ciszy w mojej głowie,ciszy w moim sercu.Nie ma co uciekać,trzeba spojrzeć prawdzie prosto w oczy…

Nie mam konkretnego pomysłu na tego bloga.Nie jestem ani wybitnym informatykiem ani grafikiem. Mam nadzieję na spontaniczność…Uwielbiam pisać listy.Na pewno się pojawią,ponieważ to dla mnie najlepsza autoterapia.

A dlaczego stratocumulus?Chmura kłębiasto-warstwowa. W zasadzie patrząc na człony wyrazu powinno być na odwrót…Bynajmniej,w ujęciu tego bloga nie ma to związku z meteorologią.Doświadczenia życiowe,warstwa po warstwie nachodzą na siebie i w pewnym momencie zaczynają  kłębić się do tego stopnia,że nie do końca widać to jasne światło.Pojawia się chłód…A ja uwielbiam słońce,ciepło i spokój…Wówczas czuję bezpieczeństwo i miłość.Może,gdyby warstwa po warstwie dojść do istoty,ciepło zagościłoby już na zawsze…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Intro

 
 

  • RSS